Przejdź do głównej części strony

Strona głównaW ROWieWsad

Musical polsko-fiński

Autor informacji: Magdalena Figzał

Mało zachwycające okazały się efekty współpracy chorzowskiego Teatru Rozrywki i fińskiego Svenska Teatern. Polska prapremiera musicalu "Spin" nie jest, wbrew oczekiwaniom, ani wielkim muzycznym show, ani też zręcznym odczytaniem dość intrygującego libretta Douglasa Pashley'a.

Za realizację polskiej wersji musicalu w dużej mierze odpowiedzialni pozostać mieli twórcy fińskiego pierwowzoru - islandzki reżyser Gunnar Helgason i autorka choreografii Reija Wäre. Zarówno zabiegi inscenizacyjne, jak i układy choreograficzne starano się dostosować do polskiej produkcji, a przede wszystkim do możliwości i potencjału twórczego aktorów. Zupełnie niepotrzebne i sztuczne okazały się natomiast wrzucone do tekstu fragmenty na temat braci Kaczyńskich, czy silikonowego mózgu Dody, które notabene padały z ust dziennikarzy nowojorskiej gazety. Nie mówiłabym tu o teatralnej umowności, a raczej o tanim i do znudzenia stosowanym również w dramatycznym teatrze chwycie, mającym na celu rozbawienie mniej wymagającej części publiczności.

Sam temat historii, jaką przedstawia "Spin" może wydać się interesujący. Oto młody dziennikarz Daniel Jackson (w tej roli Łukasz Skrodzki) próbuje rozwiązać zagadkę śmierci lidera grupy rockowej, konstruując przy tym inspirującą teorię na temat istnienia tajemniczej organizacji mordującej gwiazdy rocka. Hipoteza, którą stawia, w dużej mierze okazuje się trafna, a sam Jackson, jak można się domyślić popada w tarapaty. Historia rodem z kryminału rzec można, a i scen charakterystycznych dla filmów gangsterskich w musicalu nie brakuje. Mamy postać Ray'a Blachburna (Jacenty Jędrusik) stojącego na czele ciemnego półświatka oraz jego niebezpieczną świtę w czarnych garniturach, mamy brudne przedmieścia, strzelaniny i akcję "trzymająca w napięciu". To zagęszczenie spektaklu elementami kryminalnej fabuły momentami działa jednak na jego niekorzyść, niejednokrotnie czyniąc go nieczytelnym, a i mało atrakcyjnym w pozatreściowym wymiarze recepcji

Jak na musical- formę, w której słowo mówione zajmuje raczej rolę podrzędną w stosunku do śpiewu, czy tańca - scen stricte aktorskich jest tutaj dość dużo, by nie powiedzieć za dużo. Po pierwsze, nie wszyscy aktorzy teatru muzycznego dobrze odnajdują się w dłuższych dialogach tudzież monologach wypowiadanych na scenie bez instrumentalnego podkładu. Zadaniu temu nie podołał również grający głównego bohatera Łukasz Skrodzki. Widzi się ogromną przepaść pomiędzy brawurowo wykonanymi przez niego scenami wokalnymi, a momentami w których głosem i gestem posługuje się bez muzycznej oprawy. Po drugie, sceny aktorskie nieco deformują i rozciągają w czasie akcję musicalu, gdzieniegdzie pełnią również rolę zbędnego komentatora utworów muzyczno-wokalnych.

Spośród mało wyrazistych kreacji aktorskich wyróżnić należy Alonę Szostak, która doskonale (przede wszystkim za pomocą głosowych modulacji) ukazała wewnętrzną złożoność postaci Reginy Jensen, w którą się wcieliła.

Skąd tyle słabych punktów w chorzowskiej inscenizacji Gunnara Helgasona? Być może jest to kwestia niedookreślenia scenicznej wizji reżysera, a być może sprawa nieprzemyślanego do końca wtłoczenia jej w polskie kanony estetyczne.

Douglas Pashley "Spin". przekład: Michał Ronikier; reżyseria: Gunnar Helgason; choreografia: Reija Wäre; scenografia: Grzegorz Policiński; kostiumy: Elżbieta Terlikowska; kierownictwo muzyczne: Jerzy Jarosik. Teatr Rozrywki w Chorzowie, premiera: 30 marca 2007

źródło informacji: RÓW

Oceń artykuł

  • Kiepski
  • Poniżej średniej
  • Średni
  • Powyżej średniej
  • Bardzo dobry

kliknij aby ocenić

AKTUALNA OCENA 2,99
  • ??
    (2007-11-08 11:12)
    ~Nosek ;o)

    Że niby Łukasz Skrodzki sobie nie poradził??
    Przyznaje, że sceny "mówione" byłają przydługie,
    ale...

  • taaa... cóz niektorzy zawsze szukaja dziury w c...
    (2007-04-23 18:12)
    ~:)

    taaa... cóz niektorzy zawsze szukaja dziury w
    całym no coment:|


Dodatki


Informacje dodatkowe